Większość gier VR dla jednego gracza podobnie jak ich tradycyjne odpowiedniki to tytuły najcześniej na jedno podejście. Celem studia Tribetoy twórców symulatora powietrznego korsarza Bow to Blood było stworzenie gr, która zmieni tą tendencje. W VR Polska postanowiliśmy powiedzieć – sprawdzam.

Gladiatorzy na areny

Bow to Blood przenosi graczy do uniwersum science fiction, w którym popularną formą rozgrywki stało się reality show z pojedynkami statków powietrznych, toczonych na specjalnie przygotowanych arenach. Każdy turniej składa się z siedmiu wydarzeń podzielonych na 2 części opartych na kilku losowych zmiennych co oznacza że nie będzie dwóch identycznych rozgrywek.

Każde wydarzenie składa się z 2 różnych map z odmiennymi celami do wykonania. Istnieje kilka typów zadań losowo przypisanych do poszczególnych aren –  czasem jest to poszukiwanie złotego klucza,walka z potężnym robotem, poszukiwanie jaj, atak na pociąg bądź wyścig.

Żywot kapitana

Bow to Blood posiada trójwymiarową grafikę w stylistyce rysunkowej podobnie jak ma to miejsce w Apex Construct. Poszczególne areny są utrzymane w odmiennym stylu znajdziemy tu zarówno miasto przyszłości jak i bardziej naturalne górzyste tereny.

Akcje obserwujemy z pierwszoosobowej perspektywy kapitana naszego galeonu. W czasie rozgrywki sterujemy nie tylko okrętem, ale też wydajemy rozkazy dwu osobowej załodze robotów. Samo sterowanie jest sensowne choć nie idealne. Za pomocą prawego kontrolera ruchu, celujemy armatami, co jest dość intuicyjne i przyjemne. Niestety sterowanie okrętem za pomocą move z uwagi na wymóg ruchu w trzech płaszczyznach (góra-dół, lewo prawo, przód tył) jest dość nieporęcznym substytutem nawigacji, próba zaś użycia DualShock 4, jedynie odwraca te problemy (poruszanie jest łatwe, ale celowanie staje się uciążliwe). Dobrze, że chociaż wydawanie rozkazów naszym „marynarzom” jest intuicyjne i polega na wybraniu kontrolerem  robo – majtka i wskazaniu mu jednej z 5 podstacji okrętu, który ma obsługiwać.

Samo zarządzanie załogą odgrywa ważna rolę w czasie turnieju, gdyż zmiana podstacji wpływa na osiągu okrętu takie jak prędkość czy siła tarcz. Poszczególne zadania wymagają też innego podejścia np. poszukiwanie wymaga postawienia na sensory oraz silniki, z kolei w walce z robotem potrzebujemy osłon oraz działka dziobowego bądź drona.

Uzbrojenie przyda się nam zresztą w każdym typie zadań. Areny nigdy nie są puste i oprócz przeciwników natrafimy tam na wrogie automaty usiłujące zniszczyć nasz okręt. Walka to wykonywanie uników w ostatniej chwili i ostrych zakrętów by uniknąć ataków laserowych bądź wystrzelonych rakiet.  Czasem trzeba nawet sięgnąć do osobistej broni palnej, aby zająć się mniejszymi, upierdliwymi robotami, trudnymi do zniszczenia bronią pojazdu. Okręt posiada też 4 umiejętności specjalne (tarcza, specjalna broń, dron paraliżujący oraz przyśpieszenie).  Ich uruchomienie wymaga esencji, której zawsze brak i ciągle musimy ją przesyłać z jednej zdolności do innej.

Nie daj się odstrzelić

Unikalnym elementem Bow to Blood jest jednak sam turniej. Pod koniec każdego wydarzenia jeden z dwóch „uczestników” o najniższej liczbie punktów jest eliminowany przez głosowanie pozostałych graczy.

Twoi rywale (sterowani przez AI) w Bow to Blood mają swoje własne motywacje, cele i osobowości. Zdobyć przychylność innych możemy albo na arenie, gdzie niejednokrotnie zostanie mam zaproponowany chwilowy sojusz albo dzięki zrozumieniu charakteru przeciwników. W przerwach między etapami turnieju mamy możliwość porozmawiać z pozostałymi uczestnikami, to jak ich potraktujemy i na ile okażemy się ich bratnią duszą (wspólne poglądy) wpłynie na ich decyzje w głosowaniu. Czy zaryzykujesz zdobycie dużej ilości punktów kradnąc je pozostałym uczestnikom? Czy podzielisz się swoimi ciężko uzbieranymi punktami by ratować sojusznika jednego z graczy? Decyzja zawsze należy do Ciebie. Konkurenci będą jednak pamiętać, jak ich traktowałeś, a na Arenie tak łatwo się nie przebacza.

Podobnie jak w prawdziwych reality show ten system wzbogaca każdy aspekt gry Bow to Blood i daje graczowi opowieści, które odróżniają ją od innych gier VR.

Pirackie grzechy

Jest kilka wad Bow to Blood o jakich trzeba wspomnieć. Oprócz niedoskonałego sterowania istotnym mankamentem mechaniki jest niewykorzystanie do końca potencjału wirtualnej rzeczywistości. VR w grze Tribetoy służy w zasadzie głównie do celowania i zmiany stanowisk załogi, jakakolwiek inna interakcja z otoczeniem jest uboga. Dialogi opierają się wyłącznie na przyciskach kontrolerów, dodatkowo postać kapitana w czasie samego turnieju jest kompletnie nieruchoma, co wymaga trochę wprawy. Rozumiem dążenie do ograniczenia choroby symulacyjnej, jednak zmniejsza to immersje w świat gry.

Proceduralnie generowany świat ma również swoje ograniczenia i za 4 z kolei podejściem do turnieju miałem częściowe poczucie déjà vu, słysząc te same kwestie choć z ust innej postaci. Jeśli chodzi o sam turniej brak mi trochę możliwość wpływania na punkty przeciwników innej niż okazjonalne zniszczenie ich okrętu w czasie turnieju. Gracz na wpływ bardziej na własną punktacje nie można przykładowo wyzwać czempiona na pojedynek celem zmniejszenia jego przewagi.

Ocena 8,5/10

W sumie oceniam Bow to Blood jako interesujący tytuł. Dużo zmiennych zwiększa jego regrywalność zaś unikalny system relacji z przeciwnikami wprowadza sporo emocji. Szkoda, że VR został tu wykorzystany w ograniczonym stopniu a sterowanie czasem irytuje (zwłaszcza w trybie wyścigu). Jeśli szukacie jednak gry VR do której można niejednokrotnie wracać mogę Wam polecić ten tytuł.

Bow to Blood

zl125.
Bow to Blood
8.5

OCENA KOŃCOWA

9/10

    Zalety

    • Rozgrywka za każdym razem będzie inna
    • Rewelacyjny system relacji z przeciwnikami
    • Mikrozarządzanie załogą
    • Sensownie oddana walka

    Wady

    • Trochę niewygodna nawigacja
    • Tylko częściowe wykorzystanie potencjału VR