Od niemal 20 lat trwa fenomen gry Counter Strike – kultowej produkcji, której piękno tkwiło w jej prostocie, realności scenerii oraz konieczności ścisłej współpracy z pozostałymi członkami drużyny.  W najnowszym tytule Sony Interactive Entertainment Europe grze PSVR Firewall Zero Hour widać sporo inspiracji opartych na tym fenomenie. Razem z Michałem mieliśmy okazje przez kilka godzin ograć ten tytuł – zapraszamy na pierwsze wrażenia.

Założenia rozgrywki

Firewall Zero Hour to taktyczny FPS, w którym gracze podzieleni na 4 osobowe drużyny muszą korzystać z pracy zespołowej i arsenału sprzętu, aby zdobyć lub ochronić laptop z cennymi informacjami. Starcia podobnie jak w Counter Strike – rozgrywają się na 9 mapach osadzonych w realistycznych sceneriach wśród których są ulice, domy, hotel, doki czy bunkier.

Tytuł oferuje kilka trybów rozgrywki. W wersji solo otrzymujemy samouczek z botami przeznaczony bardziej do treningu i nauki map. Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak w trybie multi, gdzie możemy wspólnie z przyjaciółmi walczyć w trybie szkolenia z botami lub w trybie kontraktów z drużynami innych graczy. Wygrane dają nam punkty doświadczenia oraz gotówkę, co przekłada się na dostęp do lepszej broni (spośród 13 dostępnych), ich usprawnień (m.in. tłumiki czy celowniki laserowe) i gadżetów (różne typy granatów, miny, blokady drzwi).

Easy to play – hard to master

Podobnie jak w CS próg wejścia nie jest wysoki zaś opanowanie zasad rozgrywki trwa 5 minut. Przykładowo jako atakujący, po wyborze uzbrojenia wchodzisz do lokacji, niszczysz firewall, odkrywasz lokacje laptopa i zgrywasz dane – przy okazji nie dając się zabić obrońcom. Dobrze prezentuje to poniższy filmik.

Samouczek obecny w grze uczy podstaw sterowania zaś potyczki z botami pozwalają oswoić się z mapami. Jak się okazało boty w trybie solo nie sprawiają większego problemu przez co pewny siebie wybrałem opcje potyczki PvE, w której drużyna 4 graczy walczy z botami. Moje samozadowolenie szybko się skończyło na 10 – 8 minutowych meczy wygraliśmy 2 – poczułem się jakby ktoś nagle przełączył poziom trudności przeciwnika z easy na hard. Okazało się, że choć by zacząć grać nie potrzebujemy wielkich umiejętności to jednak sytuacja zmienia się, kiedy chcemy wygrywać. Istotna jest współpraca z innymi członkami drużyny, wzajemne osłanianie się, komunikacja (można się porozumiewać głosowo) oraz znajomość map. Ciekawym aspektem jest to, że każdy gracz ma jedno życie. Jeśli zostaniemy ranni to członkowie drużyny mają ograniczony czas by podnieść rannego, który w innym przypadku musi pauzować do końca potyczki. Mogłoby być to frustrujące gdyby nie fakt, że nawet strata 1 towarzysza z reguły oznacza szybką porażkę zespołu.

Immersja i sterowanie

Jak przystało na grę VR istotna jest tutaj immersja. Wirtualna rzeczywistość zwiększa doznania z gry, nawet minimapa sprawia wrażenie umieszczonej na nadgarstku gracza. W Firewall Zero Hour olbrzymie znaczenie ma zwłaszcza szybkość dostrzeżenia lub usłyszenia przeciwnika. Choć grafice trochę brakuje to fotorealizmu to jednak jak na vr jest bardzo ładna i niejednokrotnie z niepokojem rozglądałem się na boki wypatrując oponentów.

Jeśli chodzi o sterowanie to gra obsługuje zarówno kontroler Dualshock jak i Aim Controler. Ja (Robert) korzystałem przy graniu z Aima, natomiast Michał grał na gamepadzie. I jego zdaniem pad daje radę – Ponieważ PSVR mam od 2 dni, jeszcze nie udało mi się zaopatrzyć w kontroler Aim. Na szczęście w Firewall: Zero Hour można sobie poradzić samym dualshockiem. Jednak po tym co słyszałem o sterowaniu padem w Farpoincie, miałem spore obawy czy w ogóle będzie się w to dało jakkolwiek sensownie grać. Zwłaszcza, że jest to gra skupiona na trybach online. I nie powiem wam, na ile przewagę online daje Aim, bo jeszcze trybów sieciowych nie zdążyłem przetestować, ale po graniu z botami jestem bardzo pozytywnie zaskoczony implementacją sterowania padem w F:ZH. Kontroler śledzony jest zaskakująco dokładnie, można w miarę łatwo i precyzyjnie przycelować i mimo że czasem śledzenie się zgubiło w wirze walki, to przez większość czasu kontroler działał tak jak należy. Jedyne do czego mogę się przyczepić to trochę niewygodna pozycja w jakiej trzeba trzymać kontroler – praktycznie na płasko, przez co nadgarstek nieco mnie bolał po półgodzinnej sesji. Przydałaby się moim zdaniem jakaś opcja dostosowania pozycji wirtualnego pistoletu względem kontrolera.

Ja, jako posiadacz Aim, po sesji w Firewall Zero Hour mogę powiedzieć, że jest to druga (po Farpoint) gra dla której warto ten kontroler kupić. Strzelanie za jego pomocą wprowadza sporo emocji zwiększając poczucie „bycia” w grze. Sterowanie zostało też zrealizowane w bardzo wygodny sposób – wszystkie przyciski są logicznie porozmieszczane zaś śledzeniu nie mam nic do zarzucenia.

Pierwsze wrażenia

Michał – gra zapowiada się naprawdę dobrze. Model strzelania jest bardzo satysfakcjonujący, jest sporo map czy klas i mimo początkowego nieogarniania przeładowania broni (bo broń musi być odpowiednio blisko naszej głowy żeby móc ją przeładować), nastrajam się pozytywnie na starcia sieciowe. I to mimo iż nie przepadam za strzelankami multiplayer.

Firewall Zero Hour okazał się bardzo pozytywnym zaskoczeniem gra jest dynamiczna, a dzięki VR i Aim immersja jest świetnie oddana. Dodajmy jednak łyżkę dziegciu do tej beczki miodu.  Trochę irytuje mnie konieczność odblokowania dużej ilości broni i gadżetów. Wiem, że system bonusów i przyznawania rank to pewien standard w grach online, ale nigdy nie przepadałem za tym rozwiązaniem. Szkoda też trochę, że tryb solo jest dość okrojony bo ma w sobie potencjał. Wystarczyłoby kilka poziomów trudności botów (w PvE pokazują co potrafią) i możliwość prostych komend by gra broniła się nawet jako rozgrywka dla jednego gracza. Z drugiej strony tytuł został zaprojektowany jako gra multi i tam sprawdza się świetnie. Dowodem na to są chociażby pełne serwery, bez problemów z chętnymi do gry. Ogółem Firewall Zero Hour to tytuł, który ma spory potencjał i aż się prosi o nowe mapy czy dodatkowe tryby rozgrywki nad którymi mam nadzieje, że Sony już pracuje.