Gry to taki temat rzeka, każdy ma swoje ulubione tytuły. Nie ma tu znaczenia czy jest to planszówka czy też program na PC/konsolę. Do wielu z nich wracamy z radością, a inne sprawdzamy i szukamy czegoś nowego… ja tak robię i Ty, możliwe, również.

Oldschool, newschool

Kiedy mam ochotę zagrać wracam do klasycznych tytułów, trochę wspominam i siadam do czegoś świeższego. Niedawno męczyłem Galagę, wspominałem Crimsonland i szukając czegoś nowego z kategorii VR trafiłem na Regenesis Arcade. Tytuł przygotowany przez Hyperbook Studio i wydany na początku września minionego roku.

Zastanawiasz się, jak łączę Regenesis z Galagą i Crimsonland? Proste! Walka o przetrwanie; różnorodne perki; szereg rodzajów broni; konieczność zachowania skupienia; globalna tabela wyników. Powiązań moglibyśmy jeszcze pewnie szukać, ale ja nie o tym. Coś tam się jeszcze kryje, co mnie zachęciło do sklejenia ze sobą słów.

Panie, konkretniej!

Nie przeszedłem tutoriala… ale z łatwością sobie poradziłem z obsługą broni, tarczy czy unikaniem pocisków, które zmierzały w moją stronę.

Grając w gry VR lubię kiedy mam możliwość „normalnego” poruszania się, nie lubię teleportacji/ruchu skokowego. Po odpaleniu pierwszej mapy dostałem do wyboru opcję chodzenia! Klikając w interesującą mnie opcję, wiedziałem, że zostanę dłuższą chwilę w tym świecie.

Robiąc uniki i trafiając w przeciwników przechodzimy do kolejnych fal, gdzie pojawiają się, co raz mocniejsze maszyny… lub bardziej irytujące. Małe roboty plączące się pod nogami odciągają uwagę od dużych, które latają… i każda chce zgładzić jedyny dostępny cel, którym jest gracz.

Między falami rozwijamy atrybuty broni, wymieniamy broń na inną, „dokupujemy” życie i uzupełniamy amunicję. Możemy sprawdzić stan perków. To jest czas, aby wziąć głęboki oddech… lecimy dalej.

Każda mapa jest wyposażona w ruchome elementy, dzięki czemu mogą służyć np. za osłonę. Istotne są również skrzynie, w których znajdziemy broń. Tylko z głową! Ja z rozpędu wymieniłem rozbudowaną “pompę” na rewolwer… zostawiając sobie w drugiej ręce podstawowy pistolet.

W przerwie wymiana broni kosztuje punkty, które dostajemy po ukończonej fali i „zbierając” powerupy.

To smutne, kiedy wydajesz wszystkie punkty na wymianę broni i dostajesz finalnie rewolwer, którego chciałeś się pozbyć…  i nagle BUM! Dociera, że mapy nie tylko różnią się wizualnie ale też i dostępną bronią.

Warto? IMO, yup!

Bogatszy o te doświadczenia podjąłem kolejną próbę. I następną. I jeszcze jedną. Zerkam na tabelę wyników, jestem w TOP 20. Na dziś starczy.

Regenesis Arcade mogę śmiało polecić. Jest to drugi tytuł od Hyperbook Studio, w który mam okazję grać i jak widać znalazłem kilka powiązań z tytułami, które swojego czasu „skradły” mi wiele godzin na dobrą zabawę.

Co więcej, Regenesis posiada to czego od tego typu strzelanek oczekujemy – różnorodność na kilku płaszczyznach: boosty/powerupy, perki, gama broni czy różnorodni  wrogowie.

I nie mniej istotne: Dobre, bo polskie!   Ale i bez tej wiedzy Regenesis Arcade się doskonale broni.

Oczywiście to moje przemyślenia po pierwszych wspólnych chwilach z Regenesis. Razem będziemy się jeszcze “odkrywać”, a mając to na uwadze pojawi się więcej przemyśleń i spostrzeżeń!